26 Styczeń, imieniny obchodzi: Paulina, Wanda, Tytus

Kategorie:
    Gdzie się bawić?
    Barwy Lata
    Agroturystyka
    Fotogaleria
    Gastronomia
    Jak do nas dojechać?
    Kupię/sprzedam nieruchomość
    Motoryzacja
    O regionie
    Ośrodki wypoczynkowe
    Rekreacja
    Sklepy
    Stowarzyszenie Rozwoju Turystyki Boszkowo
    Turystyka
    Zdrowie i uroda
     
    Serwis:
    Oferta
    Kontakt
    O serwisie
    Pisali o nas
    Pogoda na dziś, jutro, ...
    Pozwól wybudować nam swoją stronę WWW
    Spot radiowy
    Strona główna
     
    Mapa Boszkowa:
     
     
    Interaktywne zwiedzanie
     
    Punkt apteczny:
     
    apteka
     
    Cash point
     
    bankomat
     
    Część 2 Drukuj
    << powrót

    Data publikacji:2011-05-26
    Kategoria:Barwy Lata
    Odsłon:4824


    Nadszedł kolejny weekend, a właściwie jego zakończenie - niedziela. Pogoda była niesamowita - prawdziwie letnia. Po Boszkowie krążyły pary, single, rodzice z dziećmi, grupy przyjaciół. Na promenadzie cały czas coś się działo, a byli i tacy, którzy spróbowali kąpieli – pierwszej w tym roku. Dla Kasi niedziela była szkołą przetrwania, gdyż ruch w ośrodku był zdecydowanie większy niż tydzień wcześniej. Pospiesznie spięła włosy i wpadła na stołówkę, a z niej prosto do kuchni. Czekały na nią wiadra ziemniaków do obrania i ciasto na pierogi. Westchnęła i zrezygnowana usiadła z nożykiem w ręku na niewygodnym taborecie. Minuty wydawały się być godzinami, ale dzielnie się trzymała.
    - Kasiu? – pani Gabriela wyrwała ją z zamyślenia.
    - Tak? – oderwała się od jakże fascynującego obierania.
    - Mogłabyś zastąpić mnie przy zamówieniach? Muszę na chwilę wyjść. – zapytała.
    - Jasne. – uśmiechnęła się i powolnym krokiem ruszyła w stronę kontuaru. W jednym z garnków poprawiła nieco swój zmarnowany wizerunek i stanęła przy ladzie. Stąd miała widok na całą stołówkę. Zauważyła więc od razu, gdy w drzwiach stanął Mateusz. Od pamiętnego spotkania w zeszłym tygodniu nie widziała go więcej. Sama nie wiedziała dlaczego, ale schowała się natychmiast pod ladą udając, że czegoś szuka.
    - Echem… - usłyszała chrząknięcie nad swoją głową. Uniosła wzrok i wyszczerzyła zęby w zawstydzonym i zmieszanym uśmiechu. On natomiast znowu miał tę swoją charakterystyczną minę, pełną rozbawienia.
    - Szukałam… - próbowała wymyślić czego szukała. Dobrze, że na razie pracowała tylko w weekendy, bo codzienne prawdopodobieństwo spotkania doprowadziło by jej serce do poważnej arytmii.
    - Zauważyłem Cię zanim zdążyłaś się schować… znaczy się szukać… - oparł się o ladę. Cieszyła się, że ten mebel ich dzieli. Nogi miała z waty kiedy tak się w nią wpatrywał. Jej zawstydzenie potęgował fakt zeszłotygodniowej tanecznej wpadki i obecnego wizerunku.
    - Ach tak… - bawiła się materiałem swojego fartuszka. A właściwie maltretowała swój fartuszek. – Co podać? – wreszcie przypomniała sobie po co tutaj stoi.
    - Może sok wiśniowy? – szelmowski uśmieszek nie schodził mu z twarzy.
    - Sok wiś…? – nagle przypomniała sobie zderzenie podczas imprezy. To był on. To jego oblała. Jak mogła go nie poznać?
    - Wiedziałem, że gdzieś Cię już widziałem. Jestem facetem, a pamięć mamy kiepską, więc skojarzenie faktów zajęło mi trochę czasu. – wyjaśnił.
    - Uh… Świetnie. – mruknęła do siebie. – Przyszedłeś tutaj, żeby coś zjeść, więc służę pomocą. – oczekiwała aż coś zamówi.
    - Fakt. Przyszedłem także, żeby Cię zobaczyć. Miałem nadzieję, że będziesz gdzieś między stolikami tańczyć. – starał się być poważny.
    - To przestaje być zabawne. – delikatnie uśmiechnęła się, mimo wszystko.
    - Pierogi poproszę. – wreszcie to powiedział. Myślała, że już do tego nie dojdzie i będzie tak ironizował znacznie dłużej.
    - Cóż za wyczucie. Będę musiała je ulepić, to moja działka. – nabrała trochę odwagi.
    - Tym bardziej poproszę. – droczył się.
    - Będziesz musiał trochę poczekać.
    - Poczekam ile będzie trzeba. – zapewnił ją. Zapadła nieco niezręczna cisza. – Wiesz… - zaczął. – Chciałbym Cię zaprosić na spacer. – był bardzo pewny siebie.
    - Masz na myśli…
    - Randkę? – dokończył za nią. Zarumieniła się. Pięknie wyglądała. Nie mógł oderwać od niej oczu. Zaczynał lubić to jej zmieszanie. – Nie lubię uogólniać i definiować. Spacer to też dobra nazwa.
    - Zastanowię się. – liczył na inną odpowiedź, ta nieco go zaskoczyła.
    - Masz rację, jestem dziwnym facetem, który śpi bez pościeli, przychodzi za późno do stołówki, a jak uda mu się trafić w porę obiadową to zamawia pierogi i się pogrąża. – wyrecytował. Musiała przyznać, ze był trochę arogancki. Cwaniak.
    - Właśnie. Zastanawiałabym się krócej, gdybyś zamówił coś innego. Teraz niestety będę miała zajęcie… - postanowiła nie dać mu za wygraną.
    - Już jestem! – pani Gabriela pojawiła się obok Kasi.
    - O, widzisz… Wracam do swoich obowiązków. – obróciła się na pięcie.
    - Dasz mi dziś odpowiedź? – zdążył zapytać.
    - Może. – zaśmiała się pod nosem nie odwracając się. Zniknęła w kuchni i robienie pierogów nabrało całkiem innego znaczenia. Odprawiła go z kwitkiem. Niech sobie nie myśli, że wszystko ujdzie mu na sucho. Nawet Casanova musi wreszcie trafić na godną przeciwniczkę.

    ***

    Spojrzała przez okienko do wydawania naczyń. Obserwowała co się dzieje na stołówce. Znalazła go w kącie sali. Jak zwykle przyłapał ją na gorącym uczynku i uśmiechnął się po czym zaczął pokazywać jak pierogi mu smakują. Klepał się po brzuchu i zabawnie przeżuwał kęsy. Zaśmiała się i pokręciła głową. Odwrócił na chwilę wzrok, a kiedy znów spojrzał w jej stronę, już jej nie było. Pierogi były naprawdę pyszne. Nie przywykł do robienia takich rzeczy. Do obcowania z ludźmi. Wykonywania zabawnych gestów na miarę pajaca. Tłoczenia się w takich miejscach. Jedzenia z innymi. Był introwertykiem i dziwiło go, że zamiast pracy przy laptopie błąka się po ośrodku. Starał się nie skupiać na niczym innym niż pisanie książki, ale ona od paru dni pochłaniała jego myśli. Naprawdę czekał na jej odpowiedź. Bardzo chciał ją poznać. Gdyby się zgodziła, wiedział już gdzie ją zabrać. Zatoka. Odkrył to miejsce niedawno, właśnie tam wybrałby się na wspólny spacer. Ta myśl napędzała go, dodawała mu otuchy, chciał się uśmiechać. To uczucie ekscytacji było cudowne. Nie doświadczył jeszcze takiej zwykłej beztroski. Nic co ludzkie, nie jest mi obce. Właśnie poznał czym jest  radość.

    ***

    Dźwigała w jednej ręce odkurzacz, a w drugiej płyny do czyszczenia dywanów. Przemierzała dość szybkim krokiem teren ośrodka. Miała pół godziny na sprzątnięcie domku, który właśnie opuścili goście. Niedługo mieli zjawić się nowi, więc czas był na wagę złota. Zbliżał się koniec dnia pracy i była naprawdę zmęczona. Marzyła o ciepłej kąpieli. Rozmarzyła się.
    - Pomóc Ci? – wyrósł z nikąd. Jak zwykle!
    - Śledzisz mnie? – przystanęła. Jakoś nie miała ochoty na dyskusje. Zdążyła o nim zapomnieć przez natłok obowiązków.
    - To byłoby trudne. Mam 190 cm wzrostu, trudno mi się wtapiać w tłum. – znów żartował. Rzeczywiście, był wysoki. Sięgała mu może do połowy ramienia.
    - Żartowniś. – ruszyła przed siebie.
    - Przecież nie będziesz tego dźwigała. – zatrzymał ją i próbował przejąć odkurzacz.
    - Ty też nie. Jesteś gościem. Impas. – ona trzymała i on trzymał. Wyglądali nieco zabawnie.
    - Mówisz, że sytuacja bez wyjścia? Mylisz się. – zdecydowanie przejął rzeczy i ominął ją idąc przed siebie. Stała w miejscu.
    - Nie wiesz gdzie masz iść! – zawołała za nim.
    - Zaraz mi powiesz. Jestem gościem i nie powinienem się tym zajmować, jak powiedziałaś. Teraz zaprezentuję idealne wyjście. W ramach rekompensaty musisz się za mną umówić. – odwrócił się i machał torbą z płynami.
    - Myślałam, że to nie ma być randka. – założyła rękę na rękę i uniosła brew.
    - Oh. Tu mnie masz. To będzie randka. Randka z cechami randki. Najbardziej randkować randka jaką świat widział. Nie ma bata. Er a en de łka a. – przeliterował.
    - Niech Ci będzie. – dołączyła do niego. – Domek numer cztery. – wskazała palcem.
    - Pominę już fakt, że Cię zmusiłem, ale to nieważne. – wzruszył ramionami.
    - Szantaż to w końcu skuteczna metoda. – teraz ona miała okazję pożartować z niego.
    - Ile masz lat? – wypalił.
    - 19. Dlaczego pytasz? – zdziwiła się.
    - Nie chciałbym trafić do więzienia z szantażowanie nieletniej. – wyjaśnił.
    - Rasowy przestępca. A Ty, ile masz lat?
    - Dowiesz się na spacerze.
    - Szantaż opanowany do perfekcji.
    - Piątek wieczorem? – dotarli do domku.
    - Dobrze. Co prawda będę musiała tutaj specjalnie przyjechać, ale…
    - Umowa to umowa. – poklepał ją po ramieniu.
    - No właśnie. Mus to mus. – zaśmiała się. – A teraz idź już sobie… ok.?
    - Wiem. Obowiązki. Postaraj się przez tę parę dni zapomnieć, że nie do końca dobrowolnie się zgodziłaś.
    - Zobaczymy co da się zrobić.
    - Do zobaczenia. – schował ręce do kieszeni i oddalił się w mroku.
    - Do zobaczenia… - powiedziała cicho, jakby do siebie. Uśmiechnęła się. Co tam niedziela, sobota, środa. Od dziś piątek będzie najbardziej ruchliwym dniem. Poruszy serce. Właściwie, już poruszył.







    Komentarze:
    masz swoje zdanie? - dodaj komentarz

    Wyszukiwanie:
     
     
     
    Odnośniki:
     
    windsurfing w Boszkowie
     
    patron medialny boszkowo.info
     
    restauracja Toscania zaprasza - 3km od Boszkowa
     
    Dla regionu:
     Stowarzyszenie Rozwoju Turystyki
     
    Lokalizacja:
     
     
    Barwy Lata
     
    Barwy Lata - opowiadanie w odcinkach
     
    WOPR:
     
    Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe - Boszkowo
     
    Multimedia:
    Spot radiowy boszkowo.info
    Przemęcki Park Krajobrazowy - ptaki
     
    Reklama
     
    © 2003-2011 Internet Media